O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Lub odwrotnie.

Niedoszły maratończyk pozdrawia utytułowanego.
Niedoszły maratończyk pozdrawia utytułowanego. mat. własne
W swoim ostatnim wpisie, jaki miałem przyjemność popełnić na łamach naTemat.pl, pomstowałem na jeden z zeszłorocznych biegów, w którym wziąłem udział przeciwstawiając go tegorocznemu Półmaratonowi Warszawskiemu. Jednak niezwłocznie po publikacji tegoż artykułu, w zaciszu domowego ogniska, moja bardzo dociekliwa (i kochana) małżonka zwróciła mi uwagę, iż oba porównywane wydarzenia były w zasadzie bardzo podobne do siebie. No tak, ale…

Zawsze przy tego typu dyskusjach na temat preferencji wraca do mnie jak bumerang łacińska sentencja o możliwości prowadzenia polemiki na temat gustów, która jest rozstrzygalna tak samo jak oczywisty jest wybór pomiędzy Świętami Bożego Narodzenia i Świętami Wielkiej Nocy. Każde ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne, jak zwykł był mawiać pewien elektryk ze Stoczni Gdańskiej.

To samo tyczy się oczywiście pozostałych aspektów życia - zarówno tych ważnych jak i tych trochę mniej istotnych. Suma drobnych elementów, które na pozór mogą się wydawać błahe i zupełnie nieistotne dla jednych, dla innych są kluczowym elementem decydującym o konkretnej preferencji. Analogicznie prezentuje się kwestia moich zapatrywań na, w gruncie rzeczy bardzo podobne do siebie, imprezy biegowe - Biegnij Warszawo i Półmaraton Warszawski. Obie dawały unikalną możliwość biegania po zamkniętych na tę okoliczność ulicach Warszawy i zobaczenia z zupełnie innej perspektywy jej bezsprzecznie najciekawszych fragmentów. Jednak drobne acz niezwykle ważne dla mnie puzzle tej układanki sprawiły, że co do pierwszej mam szereg zastrzeżeń, tak o drugiej mimo kilku niedociągnięć będę wypowiadał się jedynie w superlatywach.

Z całą pewnością decydujący wpływ na moją ocenę obu wydarzeń miała kwestia organizacji. Zarówno pierwsze jak i drugie wydarzenie skupiło ogromną ilość uczestników - Biegnij Warszawo ukończyło 11.856 osób a Półmaraton Warszawski 11.149 osób. Jednakże w przypadku pierwszego odniosłem wrażenie, że organizator został całkowicie zaskoczony frekwencją i ledwo sobie poradził z zalewem uczestników, tak w przypadku drugiego nic nie było dziełem przypadku - dobrze zorganizowane depozyty i przebieralnie, wyznaczone strefy startowe, pacemakerzy. Wisienką na torcie w przypadku półmaratonu była możliwość biegnięcia przez Łazienki Królewskie przy akompaniamencie trąbek Bractwa Kurkowego i finisz na błoniach Stadionu Narodowego w grupie dobrych biegaczy reprezentujących wysoki poziom. Dlatego o ile nad startem w tegorocznej edycji Biegnij Warszawo dwa razy się zastanowię, tak na przyszłoroczny Półmaraton Warszawski zapisuję się bez chwili zastanowienia, gdy tylko ruszą zapisy.

Oczywiście, dopuszczam absolutnie możliwość, gdzie wszystkie wymienione przeze mnie zalety świadczące na korzyść jednej imprezy będą wadami całkowicie ją dyskwalifikującymi dla innej osoby i nie mam zamiaru nawet przez chwilę z taką przeciwstawną opinią polemizować. Przyjmuję po prostu do wiadomości akceptującej, że pisanki są lepsze od choinki. Lub odwrotnie.
Trwa ładowanie komentarzy...